Jeden z cytatów mówi, ,,Zmień swoje myśli, a zmienisz swoje życie”. Trochę to przewrotne, jednak sądzę, że jest w tym sporo prawdy.
Kiedy pojawia się myśl w naszym mózgu zachodzą pewne zmiany biochemiczne. Kiedy wydzielają się pewne substancje biochemiczne, to to wpływa na to, co dzieje się w naszym ciele i na to, jakie emocje się w nas pojawiają. Za pomocą myśli jesteśmy w stanie wpłynąć na nasz nastrój.
Zamknijmy teraz oczy i przywołajmy myśl o ukochanej osobie. Wyobraźmy sobie, jak się do nas uśmiecha albo nas przytula – jak się czujemy? Otwórzmy oczy. Myślę, że mógł się pojawić uśmiech, może nawet nasze ciało się rozluźniło. I pomimo że to jest tylko w naszych myślach, sytuacja nie dzieje się realnie, to możemy ją odczuć. Czyli możemy myślą wpłynąć na swój nastrój, postawę ciała a także na zachowanie – bo, np. zechcemy do danej osoby zadzwonić bądź napisać sms. Kiedy zaczniemy wyobrażać sobie cytrynę, jak ją przekrajamy, a soczysty sok zaczyna spływać po nożu najprawdopodobniej pojawi się w naszych ustach ślina pomimo tego, że realnie cytryny nie widzimy i nie smakujemy jej. Jednak nasze myśli spowodowały zmiany w naszym mózgu i zaczęła wydzielać się ślina. Nie mamy zatem chyba wątpliwości, że myśli mają wpływ na nas samych.
Ale czy aż tak mogą wpływać na nasze życie, żeby je odmienić? Jak wiemy myśli mogą być pozytywne i wtedy nasze ciało jest odprężone, pełne przyjemnych emocji. Są też myśli negatywne i wtedy nasze uczucia są już mniej przyjemne, powodują, że włącza się tryb walcz, bądź uciekaj i rzadko kiedy jesteśmy w stanie myśleć rozsądnie. Wtedy raczej górę biorą emocje. Jako przykład przytoczę bardzo dawną historię ze swojego życia. Kiedy rozstałam się ze swoim byłym mężem zostałam z dwójką małych dzieci, z długami i oczywiście wielkim dołem. Myśli, które wokół mnie krążyły były czarne, co powodowało, że czułam się beznadziejnie. Wychodząc pewnego dnia od psychologa spostrzegałam, że auto, które zaparkowałam zostało zabrane, jak się okazało po chwili na parking policyjny. Tył samochodu lekko nachodził na bramę i komuś najwyraźniej to bardzo przeszkadzało, mimo tego, że wjazdu do niej nie było. Ale fakt jest faktem. Pierwsze czarne myśli, to osądzanie: co za….. wielce porządny, wściekłość, beznadzieja: co teraz zrobię, rodzice w Kenii wracają za pół roku a auto zarejestrowane na nich, za chwilę powinnam odebrać dzieci z przedszkola, w portfelu ledwo na taksówkę. Wściekam się, jedna myśl katastroficzna przyciąga kolejną. Wracam do domu i wykonuję telefon do byłego męża, oczywiście z pretensjami, że powinien pomóc, bo to wszystko przez niego a on do mnie mówi: ,,wiedziałem, że beze mnie zginiesz, nie dasz sobie rady”. Ze złości trzasnęłam słuchawką w podłogę. Jestem w histerii, mam wszystkiego dość. Pojawiają się myśli, że jestem do niczego, głupia, że świat jest przeciwko mnie i nagle zatrzymuję się i spoglądam na roztrzaskany telefon. Pojawiły się nowe myśli: co ja robię, zepsułam kolejną rzecz, dokąd mnie to zaprowadzi. Zaczęłam oddychać, powtarzałam dość, dość. Dam sobie radę. Będzie dobrze. Wstałam, poszłam do łazienki i spojrzałam w lustro. Wyglądałam okropnie, ale uśmiechnęłam się do siebie. Ten uśmiech do samej siebie sprawił, że na sekundę się odprężyłam, jakbym coś w organizmie wyłączyła. To spowodowało, że obmyłam swoje zapuchnięte od płaczu oczy, podmalowałam rzęsy, spojrzałam jeszcze raz w lustro i powiedziałam dość bycia ofiarą. Zaczęłam myśleć: Co mogę teraz zrobić, na co mam wpływ, czy ktoś mi może pomóc, bo na pewno nie były mąż. I stały się cuda. Nie powinnam odzyskać samochodu, bo nie należał do mnie a odzyskałam. Komendant policji po podpisaniu jakiegoś pisma pozwolił mi go wydać. Nie dostałam mandatu tylko pouczenie, więc starczyło mi jeszcze na taksówkę i na parking policyjny. Dzięki temu zdążyłam odebrać dzieci z przedszkola. W ciągu niespełna dwóch godzin z wściekłości, czarnych myśli zmieniłam swój stan w poczucie szczęścia i wdzięczności:
– że jednak są ludzie, którzy mi sprzyjają,
– że da się załatwić coś co wydawałoby się niemożliwe,
– że jednak cały świat nie jest przeciwko mnie.
Te wszystkie myśli bardzo mnie wzmocniły, to co się wtedy wydarzyło sprawiło, że wyszłam z roli ofiary i obwiniania wszystkich za swój los. Nie zamieniłam myśli negatywnych w pozytywne, bo wtedy bym zaprzeczała sytuacji, która przecież była dla mnie bardzo trudna. Zamieniałam je na konstruktywne, a pomogło w tym zatrzymanie i uważność. Nie chodzi o zaprzeczanie, ale zaakceptowanie uczuć i zadawanie dodatkowych pytań; co mogę z tym zrobić, co ta sytuacja lub stan chce mi powiedzieć, jak mogę to zmienić itd. I kiedy dawałam radę wtedy te pozytywne myśli same się pojawiały i generowały kolejne, wzmacniając mnie i powodując, że zaczęłam dostrzegać nawet plusy całej sytuacji, nie mówiąc już o tym, jak widzę to wszystko z perspektywy czasu.
Myśli negatywne powodują, że nasza uwaga koncentruje się na negatywach, mózg szuka potwierdzenia, więc generuje kolejne negatywne myśli, skupia uwagę na tym co nam nie wychodzi, bądź na tym np. że inni są wobec nas źli. Jeśli łapiemy się na tym, że nasze myślenie idzie w tym kierunku warto się zatrzymać, by te myśli zmienić w konstruktywne i energię zwrócić na szukanie rozwiązań a nie na wyszukiwanie powodów, by czegoś nie zrobić. Można też przywołać jakieś pozytywne myśli, by na chwilę wprawić swoje ciało w odprężenie, dać mu chwilę na odpoczynek, pooddychać i skonfrontować swoje myśli z rzeczywistością. Tu przyda się medytacja, wizualizacja. Zadanie pytań: Czy rzeczywiście jest tak źle, co mogę z tym zrobić, jak sobie pomóc? I za każdym razem, gdy nam się to uda wzmocnić się poprzez nowe myśli: dałam radę, super, będzie dobrze. Szukać i dostrzegać to, co jest dobre wokół nas, bo to ma również wpływ na nasze samopoczucie i na nasze ciało. Sprawia, że zaczynamy coraz częściej dostrzegać dobro wokół siebie. Zaczynamy odczuwać, że jesteśmy w stanie działać by zmieniać i poprawiać swój odbiór rzeczywistości a tym samym wpływać na to jak i co myślimy o danej sytuacji.
Pamiętam, jak z pewnej książki wypróbowałam w przedszkolu technikę mówienia do samej siebie w myślach i to rzeczywiście działało. W chwili, gdy ogarniają nas czarne myśli wobec kogoś bądź sytuacji, tzw. myśli prowokujące warto w głowie powtarzać sobie zdanie ,,jestem odpowiedzialny, jestem odpowiedzialna”. To odcina nas od nakręcających się myśli i od frustrujących emocji. Biorę odpowiedzialność za siebie i nikt inny nie będzie miał na to wpływu, jak się teraz czuję. A dodatkowo, co jest udowodnione naukowo nazwanie emocji w trakcie jej odczuwania powoduje uspokojenie i jesteśmy w stanie ocenić bardziej realnie daną sytuację, bowiem o 50% obniża się nasze pobudzenie w ciele migdałowatym. Tak więc powtarzanie w myślach jestem odpowiedzialna, albo nazwanie emocji, np. czuję złość pomaga się nam uspokoić i chroni przed pochopnym działaniem w emocjach.
Co, jeśli krążą nam w głowie myśli typu: czarno to widzę? Tu warto zastosować dodatkowe pytania, np. mamy myśl wszystko idzie nie tak? Co dokładnie? Ludzie są okropni? Którzy ludzie?
Po co to robić? Po to, by się z tych myśli wyrwać, by nie kategoryzować wszystkich i wszystkiego. Po to by dostrzec, że w życiu jest różnie, ale to na czym skupiamy uwagę działa jak magnes. Tak jak mówiłam mózg szuka potwierdzenia i jeśli, np. kogoś nie lubimy od samego początku, to trudno nam będzie dostrzec w tej osobie coś pozytywnego. Raczej będziemy się utwierdzać w tym, że mamy rację i dosłownie będziemy wyłapywać błędy lub nieprzyzwoitości w zachowaniu tej osoby, by sobie potwierdzić, że takiej osoby nie możemy lubić. W takim przypadku może pomóc zmiana perspektywy i tzw. wejście w czyjeś buty. Nie znaczy to, że mamy daną osobę polubić czy się z nią zgadzać, ale żeby ją zrozumieć. Wtedy jeśli mamy z taką osobą do czynienia i rozumiemy ją to pewnego zachowania nie będziemy odbierać już personalnie, nasze myśli przestaną być oceniające wobec tej osoby i to nie wywoła w nas nieprzyjemnych emocji. A zatem poprawiamy sobie jakość naszego samopoczucia, negatywne myśli wokół tej osoby staną się neutralne a może się nawet zdarzyć, że dostrzeżemy i pomyślimy o niej coś pozytywnego. A to z kolei będzie miało pozytywny wpływ na nas samych. Jest to kolejny plus na poprawę odbioru naszej rzeczywistości.
Myśli krążą w naszej głowie cały czas i jest ich bardzo dużo. Ja chcę zatrzymać się jeszcze chwilę na myślach ustabilizowanych, które tworzą przekonania, opinie na nasz własny temat. Bowiem na bazie przekonań podejmujemy różne decyzje, bowiem z przekonań wypływają też różne emocje a to wpływa na wiele kontekstów życia. Przekonania tworzą się na bazie doświadczeń, ale możemy je przejąć od innych, moja mama, moja babcia zawsze powtarzały, u nas w rodzinie np. kobiety nigdy nie miały głowy do matematyki. W podstawówce nie idzie ci z matematyką najlepiej, więc utwierdzasz się w przekonaniu, że się do tego nie nadajesz. W średniej szkole jest fajny nauczyciel od matematyki tworzy grupę, na która masz ochotę pójść ze względu na charyzmę nauczyciela i koleżanki. Ale myśl zwycięża: ty jesteś humanista, nie nadajesz się. Pojawia się myśl kolejna: ośmieszysz się tylko. I następuje rezygnacja i kolejna myśl: to był głupi pomysł. Przekonanie: ja jestem umysł humanisty ogranicza nasze wybory. Warto więc dosłownie rozmawiać z tymi myślami i zadawać im pytania. Co się stanie, jeśli spróbuję? Ja pamiętam sama siebie będąc w podstawówce bynajmniej na początku nie byłam orłem z matematyki. W szkole średniej pomimo tego, że kiedyś tak dzielili i niby miałam umysł humanisty okazało się, że nauczycielka sprawiła, że matematyka stała się moim ulubionym przedmiotem i świetnie sobie z nią radziłam. Gdybym się nie otworzyła na matematykę myśląc, że się do tego nie nadaję, bo mam umysł humanisty, nie mogłabym doświadczyć nowego i obalić tego przekonania. Zostałabym ze starym przekonaniem i działałabym tylko w obszarze przedmiotów humanistycznych dla mnie rzekomo bezpiecznych. Taka myśl, przekonanie jest jak takie ogniwo w łańcuchu, które tworzy naszą mapę rzeczywistości, wpływając na jakość naszego życia, bowiem przez ich pryzmat podejmujemy jakieś działania, nie zawsze korzystne dla nas.
Warto konfrontować nasze myśli z rzeczywistością, żeby stwierdzić, czy to fakt czy raczej ograniczające nas przekonanie. Zwracajmy uwagę na nasze myśli, tak by były naszymi sprzymierzeńcami. Twórca porozumienia bez przemocy Marshall Rosenberg, kiedy na skutek myśli czuł złość traktował to jako błogosławieństwo. Mówił: kiedy jestem zły, wiem, że powinienem zwolnić i popatrzeć z dystansu na swoje myśli. To one wywołują złość, dlatego staram się je przetłumaczyć na swoje potrzeby. Zatem bądźmy uważni bowiem za emocjami kryją się niezaspokojone potrzeby. Zatrzymujmy myśli, kiedy są natarczywe i nakręcają spiralę, która ciągnie nas w dół. Przyglądajmy się, jakie emocje w nas wywołują, tak byśmy mogli je nazwać, poczuć w ciele, odkryć niezaspokojoną potrzebę i wrócić do stanu równowagi. Kilka głębokich oddechów potrafi zdziałać naprawdę wiele dobrego.
Na koniec jeszcze jedno małe ćwiczenie odnośnie naszych myśli. Spróbujmy wyobrazić sobie spełnienie jakiegoś marzenia – siebie, np. za rok za dwa, jakbyśmy chcieli, żeby ta przyszłość wyglądała, co robimy, co czujemy? Co się dzieje wokół nas. Po co to robić? Aby wykorzystać myśli do planowania, do wyznaczania celów. Jeśli wiemy, dokąd chcemy zmierzać możemy nasze myśli zwerbalizować, przelać na papier i małymi krokami zacząć działać, by przybliżyć się do tego, co widzieliśmy w swoich myślach. Myśli to coś, czego warto mieć świadomość, tak by były naszym sojusznikiem w życiu. Zatem życzę powodzenia w zarządzaniu swoimi myślami.