Relacje w grupie przedszkolnej i związane z nimi emocje.

Emocje pojawiają się i znikają i jest to całkiem naturalne. Mogą nam pomagać w budowaniu relacji lub je zupełnie niszczyć i przysparzać nam kłopotów. Pracując z dziećmi, jako nauczyciel przedszkola zawsze zależało mi i zależy do tej pory, żeby atmosfera był przyjazna i wszystkie dzieci czuły się dobrze i bezpiecznie. I ja jako nauczyciel również. Nie jest to jednak zawsze łatwe zadanie, ponieważ spotykamy na swojej drodze różne dzieci, które swoje emocje bardzo często pokazują w sposób, który zakłóca tą moją idee przyjaznej atmosfery. Takie dzieci często są głośne, dokuczają innym, rozpraszają w trakcie zajęcia, przeszkadzają. Poprzez swoje emocje generują również nasze, wyczerpując niejednokrotnie naszą energię. I tu warto zadać sobie pytanie, czego chcę w związku z takim dzieckiem. Odpowiedź prosta: oczywiście, żeby było spokojne i nie przeszkadzało. Można to zrobić na dwa sposoby:

  • To taki kiedy zwrócimy dziecku wyraźnie uwagę, powiemy o karze, która może go spotkać, gdy się nie dostosuje, może i krzykniemy, żeby się uspokoiło
  • To taki kiedy pochylimy się nad dzieckiem i spróbujemy zrozumieć, co przez takie zachowanie nam komunikuje.

Różnica pomiędzy efektem spokoju jaki uzyskamy jest kolosalna. Po pierwsze przy pierwszym często efekt jest szybszy i dziecko jest cicho, może i nie przeszkadza, ale nie znaczy, to że jest spokojne. Można powiedzieć, że jest zamrożone na ten moment, ale poziom jego napięcia i wydatek energii, na to, żeby być cicho jest bardzo wysoki. Zewnętrzna motywacja, czyli lęk przed krzykiem, karą bądź zawstydzeniem przynosi efekt: gdy patrzymy na dziecko – jest cicho. Jednak nie jest to spokojne dziecko, a gdy dziecko nie ma takiego spokoju w sobie z takiego zajęcia zbyt wiele też nie skorzysta. Mało tego te napięcie będzie musiał gdzieś rozładować i znając życie wpadnie znowu w kłopoty.

W drugim rozwiązaniu, jest nieco więcej naszej pracy, Kiedy dziecko jest rzeczywiście spokojne, bo nie ma w sobie napięcia, ufa nam, jest mu dobrze, czuje się przede wszystkim bezpiecznie. Ten spokój nie jest tylko w sposobie zachowania dziecka, ale także w umyśle. Tutaj ważną rolę odgrywa nasza obserwacja sytuacji, dziecka, przestrzeni. Oczywiście sama nasza świadomość własnych emocji jest tu nie bez znaczenia.  W swojej praktyce z dziećmi doszłam do wniosku, że nie da się tego zrobić bez zrozumienia przede wszystkim siebie, swoich emocji, potrzeb, umiejętności ich zaspokajania w taki sposób, aby był korzystny zarówno dla mnie jak i innych osób, z którymi jestem w relacji. Ważne jest byśmy sami mieli energię, doładowane baterie, bo nie da się nalać komuś z pustego naczynia. Jeżeli same będziemy pełne frustracji i niepokoju, sytuacje nazwijmy je trudne będą tylko tą frustrację pogłębiały. To, że jesteśmy dorośli i mamy dojrzały układ nerwowy daje nam pewną przewagę nad dziećmi. Mamy też więcej doświadczeń i praktyki, z czego możemy wyciągać wnioski. Jednak mamy też więcej wbudowanych schematów, pewne stereotypy, nastawienia, myśli, które również generują emocje. Rozum podpowiada nam jak zachować się w różnych sytuacjach, żeby nie kierowały nami emocje. Dzieci natomiast bardzo często reagują emocjonalnie. I choć mają z tego tytułu kłopoty to to jest piękne, że one są spontaniczne i te emocje wyraźnie czują. A emocje to przecież nie rozum a uczucia. a jeśli je tak mocno odczuwają to mają kontakt ze sobą. Nie mają może takiego zasobu słów i doświadczenia, by mówić i opisywać swoje stany, ale mogą się tych emocji uczyć, ponieważ je doświadczają. I warto skłonić się do tego by robić to od najmłodszych lat. Tak aby emocje dziecka a w przyszłości dorosłego były sprzymierzeńcem w przygodzie zwanej życiem. Żeby dzieci mogły rozszerzać swój wachlarz doświadczeń związanych z radzeniem sobie z emocjami. Warto wykorzystać doświadczenia dzieci, by rozmawiać o emocjach i szukać rozwiązań wspólnie z dzieckiem.  Ja wykorzystuję również swoje bajki terapeutyczne. Po to by dzieci mogły utożsamić się z bohaterami Zosią i Franusiem, przeżyć niektóre emocje, a także co ważniejsze zobaczyć, że wiele spraw można rozwiązać na różne sposoby. Że wiele rzeczy, sytuacji, które spotykają dzieci wyglądają różnie z różnych perspektyw. Że nie wszystko jest czarne albo białe, bo istnieją też szarości i cała gama kolorów. Dobrym rozwiązaniem jest również nauka oddechu poprzez zabawę: wąchanie kwiatów i dmuchanie na dmuchawce lub świeczkę, zabawa w smoka, który zionie ogniem itp. Potem oddech łączymy z muzyką relaksacyjną, robiąc z tego rytuał. Sama doświadczałam, jak dzieci często wykorzystywały oddech w chwili złości bądź strachu. Myślę, że również znany jest dywanik do tuptania w chwilach złości, którzy możemy zrobić sami odrysowując stopy na kartce i umieszczając ją w dostępnym miejscu. Kiedy dziecko będzie rozzłoszczone może w tym miejscu ,,wytuptać” swoją złość. Ja praktykuję również domek spokoju, czyli miejsce, w którym dziecko w ciszy i ze sobą może przeżyć swoje emocje.

Podsumowując warto być świadomym samego siebie, starać się dbać o siebie, obserwować dzieci, starać się zrozumieć i szukać rozwiązań, które dbają o zaspokajanie potrzeb, nie robiąc nikomu krzywdy.